sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt 🎄🎁


Dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień! Życzę wszystkim czytelnikom udanych, ciepłych i magicznych Świąt Bożego Narodzenia. Niech rok 2017 będzie jeszcze lepszy od poprzedniego! Moja wena gdzieś się zgubiła, ale od nowego roku postaram się wstawiać coś nowego! Liczę na to, że spędzicie te kilka dni w cudownej atmosferze z pysznym jedzeniem na stole i mnóstwem prezentów pod choinką 🎁 Wesołych Świąt ❣

sobota, 12 listopada 2016

First love [3]

Cześć ❣ Wracam z kolejną częścią opowiadania! Bardzo krótką, ale konkretną 😎 Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam weny 😭  

    Wpatrzeni w siebie, siedzieliśmy tak przez kilka minut. Czas zatrzymał się na chwilę. To było niezwykłe uczucie. Zauważyłam, że chłopak patrzy na moje malinowe usta. Spojrzałam w bok, na stertę złocistych liści. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Wstałam z ławeczki i ruszyłam w stronę ogromnego dębu. Chciałam od niego uciec, jak najdalej. Poczułam przeszywający ból. Koreańczyk z całej siły złapał mnie za nadgarstek.
- Zostaw mnie - powiedziałam, próbując wydostać dłoń z nieprzyjemnego uścisku.
- A co jeśli tego nie zrobię? - zapytał, przyciągając mnie do siebie.
- Zacznę krzyczeć - oznajmiłam, kładąc głowę na jego męskim ramieniu.
    Azjata po głębszym zastanawieniu, puścił mój nadgarstek. Spojrzałam na rękę z niedowierzaniem. Była cała czerwona i spuchnięta. Zerknęłam na chłopaka, śmiejącego się pod nosem. Podbiegłam do najbliższego drzewa. Oparłam się o nie plecami, zamykając oczy. Próbowałam opanować oddech. Chciałam zapomnieć o tym, co się przed chwila stało. Zastanawiałam się, dlaczego to zrobił.
    Otworzyłam szeroko oczka. Odwróciłam się, by sprawdzić, czy nadal siedzi na ławce. Niestety siedzenie było puste. Czyżby sobie poszedł? Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, po tym co się wydarzyło. Byłam na niego wściekła, za to, jak mnie potraktował.
    Usłyszałam ciche stukanie w pień drzewa. Trochę się przestraszyłam. Odkręciłam się w drugą stronę, by sprawdzić, skąd dochodzi dźwięk. Moim oczom ukazała się ta sama postać, ubrana w czarny płaszcz. Chłopak przyparł mnie do pnia. Pochylił się, uniemożliwiając mi wydostanie się.
- Teraz mi nie uciekniesz - powiedział cicho, podgryząc kawałek mojego ucha.
- O co ci chodzi? - spytałam, ze łzami w oczach.
    Koreańczyk nie odpowiedział na to pytanie. Złapał mnie delikatnie za podbródek i pocałował w czoło. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam wypieki na całej twarzy. Pierwszy raz, przydarzyła mi się taka sytuacja.
    Odsunął się na pewną odległość. Udarzyłam go z całej siły w twarz. Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Pobiegłam w stronę ławki, na której wszystko się zaczęło. Usiadłam na niej, chowając zapłakaną twarz w dłonie. Było mi wstyd, że go uderzyłam. W sumie to nie zrobił nic złego.
    Poczułam na swoim ramieniu jego dłoń. Spojrzałam na niego. Trzymał się za policzek, który był różowy od ciosu. Przysiadł się, łapiąc mnie za dłoń. Przez chwilę jego oczy były zwrócone w stronę małej sroki, siedzącej na czubku drzewa.
- Przepraszam - oznajmił poważnym głosem, patrząc w moim kierunku.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam, spoglądając mu głeboko w oczy.
- Tak bardzo mi ją przypominasz - odpowiedział, łapiąc mnie po raz kolejny za policzek.
    Zauważyłam, że po jego policzkach spływają słone łzy. Wyciągnął z kieszeni spodni pogniecioną kartkę papieru. Podał mi ją do ręki. Przeczytałam kilka pierwszych zdań, po czym oddałam mu karteczkę. Nie chciałam tego czytać. Bałam się, co tam będzie. To była jego prywatna sprawa, w która nie chciałam się mieszać. Zastanawiało mnie to, co ja miałam z tym wspólnego.
- To list od Yeri, mojej dziewczyny. Znaczy, zmarłej dziewczyny - powiedział smutno, chowając liścik do kieszeni.
- Jak zginęła? - zapytałam, wstając z siedzenia.
- Popełniła samobójstwo - oznajmił, wlepiając wzrok w ziemie.
- Dlaczego to zrobiła? - dopytawałam, podchodząc do niego.
- Została zgwałcona przez swojego ojczyma. Okazało się, że jest w ciąży. Nie chciała tego dziecka. Czuła się brudna po tym wszystkim, co się stało. Znalazłem ją w łazience, z podciętymi żyłami. Niestety, nie dało się jej uratować - odpowiedział ze łzami w oczach.
    Przytuliłam go z całej siły. Było mi go naprawdę szkoda. Wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego. Złapałam go za rękę. Może to wyda się dziwne, ale chciałam mu jakoś pomóc, mimo, iż nie wiedziałam jak. Przez tą chwilę, stał mi się bliższy, niż ktokolwiek inny.

poniedziałek, 24 października 2016

First love [2]

Cześć 😄 Wracam z kolejną częścią opowiadania. Dosłownie teraz skończyłam ją pisać 😂 Mam nadzieję, że się spodoba 😶
    Dochodziła godzina trzynasta. Czas minął w mgnieniu oka. Przez całe spotkanie nie mogłam się skupić. Rozmyślałam o tajemniczym nieznajomym. Nie potrafiłam zapomnieć jego cudownych oczu.  Zastanawiałam się, czy nadal jest w budynku. Liczyłam na to, że ciągle siedzi na tym samym miejscu, chociaż wiedziałam, iż jest to mało prawdopodobne. 
    Wychodząc, postanowiłam zapytać panią Kim o chłopaka. Niestety nic o nim nie wiedziała. Widziała go po raz pierwszy. Byłam ostatnią osobą, umówioną na wizytę, więc nie mógł być jej pacjentem. Zaproponowała, abym zapytała pana Lee, który znajdował się w pokoju obok. Podziękowałam, wychodząc na korytarz.
    Tak, jak podejrzewałam, zastałam puste krzesło. Ruszyłam w stronę gabinetu obok. Zapukałam delikatnie. Nikt się nie odezwał. Pociągnęłam stanowczo za klamkę, lecz drzwi były zamknięte. Zrezygnowana opuściłam przychodnię.
    Kierowałam się w stronę parku. Szłam pod wielkimi dębami, rozmyślając o dzisiejszym dniu. Nie mogłam uwierzyć w to, że już go nie zobaczę. Jedno spotkanie, a tak zawrócił mi w głowie.
    Zauważyłam siedzącą na ławce parę. Spojrzałam na nich z niedowierzaniem. Tacy szczęśliwi. Wszystkie nieszczęścia spadły na moją głowę. Co takiego zrobiłam, że ciągle jestem sama? Po moich różowych policzkach zaczęły spływać słone łzy. Chciałam uciec, jak najdalej, byleby na nich nie patrzeć.
    Podbiegłam do marmurowej fontanny. Usiadłam na jej brzegu. Nie przeszkadzało mi, że była cała mokra od deszczu. Chciałam po prostu zostać sama. Rozejrzałam się wokół. Nikogo nie było w pobliżu. Odetchnęłam z ulgą.
    Przez moment wpatrywałam się w taflę wody. Zobaczyłam w niej swoje odbicie. Zawsze byłam podobna do mamy. Te same usta, kształt i kolor oczu. Tylko nos miałam inny. Bardzo mi jej brakowało.
    Usłyszałam dzwonek telefonu. Wyjęłam z kieszeni białego Iphone'a. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie mojej przyjaciółki, Yuny.
- Cześć - powiedziałam, odbierając telefon. 
- Hej, o której się widzimy? - zapytała spokojnym głosem.
- Za dwadzieścia minut, tam gdzie zawsze? - zaproponowałam, wstając.
- Oki doki, do zobaczenia - oznajmiła, rozłączając się.
    Piętnaście minut później dotarłam na miejsce. Umówiłyśmy się w mojej ulubionej kawiarni. Zawsze tam przychodziłam, gdy miałam jakieś problemy. Usiadłam przy stoliku obok okna. Zamówiłam dla nas gorącą czekoladę oraz szarlotkę. 
    Kilka minut później zobaczyłam w oddali Yunę. Pomachałam jej serdecznie. Szybko do mnie podbiegła. Rozsiadła się wygodnie na krześle. Chciałam jej opowiedzieć o Azjacie, ale nie wiedziałam, jak mam zacząć. 
- Co tam u ciebie nowego? - palnęłam, bez zastanowienia.
- W sumie to nic. Wstałam wcześnie rano i poszłam na zajęcia. A jak tam twoja wizyta? - zapytała, podnosząc kubek z napojem.
- Właśnie chciałam ci coś powiedzieć. Spotkałam tam chłopaka - odpowiedziałam speszona, biorąc do ust kawałek jabłecznika. 
- Przystojny? - zachichotała dziewczyna.
- I to jeszcze jak. Nigdy nie spotkałam kogoś takiego - oznajmiłam.
- Ale serio? Pani 'nie chcę mieć chłopaka', zakochała się w kolesiu, o którym praktycznie nic nie wie? A jeśli to psychopata? - zapytała, wytrzeszczając oczy.
- Nie zakochałam się. Fakt, nie znam go i pewnie nie poznam - powiedziałam poważnym tonem.
- Jieun, znam cię bardzo dobrze. Coś kręcisz.
- Nie kręcę. Wydał mi się miły i tyle. Nie uważam, że jest wariatem. Pewnie ma problemy, jak każdy człowiek - wytłumaczyłam, sięgając po serwetkę.
- No dobrze...
    Po dwudziestu minutach plotkowania, nasze spotkanie dobiegło końca. Czule pożegnałam się z dziewczyną i ruszyłam w stronę domu. Postanowiłam pójść przez las. Mało ludzi tam przychodzi, więc można spokojnie pomyśleć. 
    Znalazłam się przed wejściem do gaju. Z obu stron rozciągały się rzędy ogromnych drzew, które nie miały końca. Pewnym krokiem ruszyłam przed siebie. Szłam po piaszczystej drodze. Podziwiałam piękne rośliny rosnące na trawie. Podnosiłam z ziemi kolorowe liście i robiłam z nich bukiet. Cieszyłam się, jak dziecko tą cudowną chwilą. 
    Nagle zauważyłam, że coś porusza się w krzakach. Podeszłam bliżej, by sprawdzić co tam się chowa. Niespodziewanie z krzewu wyskoczyła mała, ruda wiewiórka. Na jej widok krzyknęłam z przerażenia. Po ochłonięciu zaczęłam się śmiać, że tak dałam się przestraszyć. Znalazłam na trawie kilka orzechów. Wzięłam je do ręki i uklękłam. Wyciągnęłam dłoń w kierunku puchatego stworzenia. Wiewióra zobaczyła przysmak i szybko zabrała mi go z rączki. Przez chwilę wpatrywałam się w nią. Miała uroczy pyszczek i puszysty ogon. Po skończonym posiłku, rzuciła skorupki na trawę i wspięła się na sosnę. Ostrożnie wstałam. Przetarłam brudne kolana z piasku i ruszyłam dalej.
    Dziesięć minut później dotarłam do wielkiego dębu, pod którym znajdowała się mała, brązowa ławeczka. Usiadłam na chwilę, by złapać oddech. Takie chodzenie jednak jest męczące, ale pewnie sporo się chudnie. Zamknęłam oczy i próbowałam wsłuchać się w śpiew ptaków. Wiatr drażnił moje włosy układając je w każdym kierunku. Nie zwracałam na to jednak uwagi. Był mi to obojętne. 
    Po chwili usłyszałam jakieś szmery. Otworzyłam lekko oczy, by sprawdzić, czy nikogo nie ma. Kilka metrów przede mną stał chłopak w czarnym płaszczu i jeansach. Od razu go rozpoznałam. Serce waliło mi, jak oszalałe. Z każdą sekundą był coraz bliżej. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Uciec czy zostać? Postanowiłam, że nie ruszę się z miejsca i poczekam. Azjata podszedł i usiadł delikatnie obok mnie na ławce. Nastała cisza. Słychać było tylko ćwierkające ptaki w koronach drzew. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Spojrzałam w jego stronę. On również na mnie patrzył. Uśmiechnęłam się lekko. Poczułam na swoim zimnym policzku jego dłoń. Była taka ciepła i delikatna. 
    To wszystko stało się tak nagle. Nie mogłam się ruszyć. Czułam się, jakbym była w jakimś transie. A może to był sen? Naprawdę piękny sen. Czy to było prawdziwe? A może to tylko moja wyobraźnia płata mi figle? Mimo wszystko, chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie.

czwartek, 20 października 2016

First love [1]

Cześć! Wracam z moim pierwszym wieloczęściowym opowiadaniem. Napisałam je dzisiaj, w oparciu o solową piosenkę Sugi 'First love' z nowego albumu BTS. Mam nadzieję, że wam się spodoba 😊  

    Czy może być coś piękniejszego od miłości? Poczucie bezpieczeństwa, wzajemne wsparcie oraz pożądanie. Świadomość, że tuż obok jest osoba, która zrobiłaby dla ciebie wszystko.
    Nie znałam tego uczucia. Zawsze byłam sama. Nie miałam nikogo. Mogłam liczyć tylko na siebie. Słowo 'miłość' było mi obce. Traktowałam je, jak największego wroga. Widząc kochającą się parę, śmiałam się pod nosem. To żałosne obściskiwanie się przy ludziach. Nigdy nie chciałam się zakochać. Odpychałam od siebie myśli o udanym związku i szczęśliwym życiu. Nie chciałam po raz kolejny cierpieć.
    Moje dzieciństwo nie było łatwe. Mama zmarła, gdy miałam trzynaście lat. Zginęła w wypadku samochodowym. Ojciec po tym zdarzeniu załamał się i zaczął pić. Obwiniał się o jej śmierć, gdyż to on prowadził pojazd w tę feralną noc.
    Strasznie się zmienił. Stał się agresywny. Zdarzało mu się nawet mnie uderzyć, gdy za dużo wypił. Nie poznawałam go. To nie był już ten sam mężczyzna, który mnie wychowywał. Znienawidziłam go za to. Liczył się dla niego tylko alkohol, a nie córka, która siedzi sama w pokoju i płacze, ponieważ nie ma się do kogo zwrócić o pomoc.
    Przez cztery lata mieszkałam u babci. Żyłam bardzo skromnie, ale nie przeszkadzało mi to. Przygarnęła mnie po tym, jak mój tata trafił do więzienia. Został skazany na dziesięć lat za zabójstwo. Nigdy nie sądziłam, że mógłby zrobić krzywdę niewinnemu człowiekowi. Staruszka nie chciała wyjaśnić mi dlaczego to zrobił. Powiedziała, że dla własnego dobra powinnam urwać z nim kontakt i nie drążyć tego tematu. Tak też zrobiłam. Nie potrafiłam mu wybaczyć, że zostawił mnie samą.
    Rok temu babcia zmarła na raka i zapisała mi w spadku małe mieszkanie. Bardzo przeżyłam jej śmierć. Ona jako jedyna mnie wspierała.
    Od dwóch miesięcy uczęszczałam na spotkania z psychologiem. Nie byłam w stanie otrząsnąć się po tym, co wydarzyło się w moim życiu przez te wszystkie lata. Zamknęłam się w sobie. Praktycznie nic nie jadłam. Odbiło się to na moim zdrowiu. Drastycznie schudłam.
    Był zimny, jesienny dzień. O dwunastej byłam umówiona na wizytę z panią Kim. Dochodziła dziesiąta, więc miałam jeszcze trochę czasu, by się przyszykować. Leniwie wstałam z łóżka. Rozczesałam włosy. Ruszyłam w stronę kuchni. Wyciągnęłam z lodówki mleko, by zrobić  sobie kawę. Nie miałam ochoty na śniadanie. Przebrałam się w biały sweterek i jeansy. Podeszłam do okna. Oparłam się o parapet. Wzięłam w rękę kubek z gorącym napojem. Przybliżyłam go do ust i napiłam się kilka łyków. Od razu zrobiło mi się cieplej w środku. Podziwiałam piękny krajobraz. Żółte liście, spadające z drzew. Jesień była moją ulubioną porą roku. Przypomniało mi się, jak kiedyś z rodzicami zbierałam kasztany i robiłam z nich ludziki. To były naprawdę dobre wspomnienia. Stałam tak przez dłuższą chwilę. Ocknęłam się, gdy zadzwonił dzwonek telefonu. Była to moja przyjaciółka, która zaproponowała mi spotkanie. Zgodziłam się, odkładając przy tym moje Latte macchiato. Miałam jeszcze pół godziny, więc postanowiłam, iż zacznę się zbierać.
    Szłam szarą ulicą, na której nie było nikogo, oprócz mnie. Spojrzałam w niebo. Ciemne chmury zasłaniały słońce. Chłodny wiatr wiał wprost na moją bladą twarz. Ujrzałam w oddali beżowy budynek. Szybkim krokiem ruszyłam w jego kierunku. Stanęłam przed dębowymi drzwiami. Nacisnęłam klamkę i lekko pociągnęłam w swoją stronę. Weszłam do środka. Znalazłam się na korytarzu, prowadzącym do gabinetu terapeutki. Droga dłużyła mi się nieubłaganie.
    Po kilku minutach doszłam do końca holu. Ściągnęłam  kurtkę. Zauważyłam siedzącego przy ścianie chłopaka. Wpatrzony był w pejzaż za oknem. Usiadłam naprzeciwko niego. Przez jakiś czas przyglądałam mu się. Moją uwagę zwróciły jego kruczoczarne włosy. Miał porcelanową cerę. Ubrany był w czarną koszulkę z krótkim rękawem i podarte jeansy. Naprawdę dobrze wyglądał. Nigdy nie spotkałam kogoś takiego. Starałam się nie zwracać na niego uwagi. Nie w głowie były mi romanse. Obróciłam głowę w przeciwnym kierunku. Wyjęłam telefon i zaczęłam czegoś w nim szukać, byleby na niego nie patrzeć. Niestety pokusa była silniejsza. W chwili, gdy na niego spojrzałam, zauważyłam, że on również na mnie zerka. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Miał piękne oczy. Takie ciemne, w których można się zatracić. Zarumieniłam się lekko, ale nie chciałam pokazać tego po sobie. Mimo, iż nie zwracałam uwagi na Azjatę, to czułam na sobie jego wzrok.
    Na szczęście usłyszałam moje imię. Wstałam, poprawiłam sweterek i szybkim krokiem ruszyłam w stronę gabinetu. Ostatni raz na niego spojrzałam. Próbowałam być poważna. Przez cały czas jego oczy były zwrócone w moją stronę, do momentu, aż nie weszłam do środka.

sobota, 15 października 2016

Wczesna wizyta


Był piękny, sobotni poranek. Leżałam w łóżku. Majowe promienie ogrzewały moją twarz oraz rozświetlały pokój. Sięgnęłam po telefon. Było po dziewiątej. Przez chwilę moje oczy były zwrócone w stronę biurka, na którym stało zdjęcie z moim przyjacielem Seungjunem. Poznaliśmy się w pierwszej klasie podstawówki. Z powodów finansowych wyjechał z Korei i przeprowadził się do Polski z rodziną, gdy miał 5 lat. W szkole jako pierwszy odezwał się do mnie. Obiecaliśmy sobie, że nie zakończymy naszych kontaktów po ukończeniu podstawówki i gimnazjum. Chodziliśmy nawet do tego samego liceum. W ostatnim czasie poczułam do niego coś więcej, niż tylko przyjaźń. Nie miałam u niego szans, gdyż sądziłam, iż jestem tylko jego przyjaciółką z dzieciństwa.
    Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam. Przetarłam oczy i ruszyłam w kierunku wejścia. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że był to Seungjun. Byłam zdziwiona tą wizytą, gdyż pierwszy raz przyszedł do mnie o tak wczesnej porze. Znałam go na tyle dobrze, że wiedziałam, iż ma do mnie jakąś sprawę.
- Dzień dobry śpiochu – powiedział z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję za pobudkę – powiedziałam cicho.
- Nie ma za co! – oznajmił żartobliwie.
– Co cię do mnie sprowadza? – zapytałam.
- Wybacz, że przychodzę tak wcześnie, ale pomyślałem, że wpadnę do ciebie pogadać. Przy okazji kupiłem coś do jedzenia – mówiąc to, uśmiechnął się i pokazał plastikową siatkę.
- Miło z twojej strony. Wejdź, proszę – zaprosiłam gościa.
    Wpuściłam go do środka. Przeszliśmy do kuchni i rozpakowaliśmy zakupy. Uznałam, że nie będę chodzić w piżamie, więc poszłam się przebrać. Założyłam na siebie moją ulubioną białą koszulkę i spodnie. Rozczesałam włosy szczotką i wróciłam do jadalni.
    Zobaczyłam, że Seungjun siedzi na krześle i ogląda moje stare zdjęcia ze szkoły podstawowej. Przez chwilę obserwowałam jego zachowanie. Wydało mi się dość dziwne, ponieważ pierwszy raz tak się zachowywał.
- Wypiękniała – powiedział sam do siebie.
    Kiedy zobaczył, że stoję obok niego, szybkim ruchem odłożył fotografię i wyraźnie się zdziwił. Cicho zaśmiałam się pod nosem. Przez chwilę w pomieszczeniu nastała głucha cisza. Słychać było tylko śpiew ptaków za oknem. Nie mieliśmy pomysłu na rozmowę, więc zaczęłam przygotowywać śniadanie.
    Wyjęłam z torebki bochenek ciepłego chleba i dżem morelowy, który uwielbiałam. Zerknęłam na chłopaka. Wpatrywał się we mnie, jak w obrazek. Uśmiechnęłam się delikatnie.
    W chwili, gdy zaczęłam kroić pieczywo, poczułam na swojej szyi ciepły oddech. Zaskoczona odwróciłam się i ujrzałam, że naprzeciwko mnie stoi ciemnowłosy Azjata. 
- Co robisz? – zapytałam, patrząc mu prosto w jego brązowe oczy.
    Nie odpowiedział na to pytanie. Był w dość bliskiej odległości od mojej twarzy. Od razu zauważyłam, że po jego policzkach spływają łzy. Zdezorientowana odsunęłam się od niego. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Przez chwilę staliśmy wtuleni w siebie. Czułam przyśpieszone bicie jego serca. Nie wiedziałam co się dzieje. Starałam się wyplątać z uścisku, ale trzymał mnie tak mocno, że nie byłam w stanie tego zrobić.
- Co robisz? – zapytałam ponownie – Proszę, puść mnie.
    Po chwili zrezygnował i odsunął się na pewną odległość.
- Ja już tak nie mogę – powiedział przygnębionym głosem.
    Zaczął zbliżać się do mnie. Nie miałam dokąd uciec, więc oparłam się o blat. Pocałował mnie lekko w czoło. Nie wiedziałam jak mam się w tej sytuacji zachować. Delikatnie musnął moje wargi. Poczułam w środku dziwne, a zarazem przyjemne uczucie. Czułam, że na mojej twarzy widać było rumieńce. Chłopak prawdopodobnie to zauważył i uśmiechnął się smutno. Po chwili odwzajemniłam jego pocałunek.
    Zaskoczony z obrotu spraw chłopak, złapał mnie za biodra i przybliżył do swojego ciała, nie odrywając ode mnie swoich ust. Położyłam ręce na jego męskich ramionach. Przez jakiś czas staliśmy w namiętnym pocałunku. Gdy nasze usta oddaliły się od siebie, Koreańczyk cmoknął mnie ostatni raz w nos.
- Kocham cię – oznajmił poważnym głosem.
– Słucham? – zapytałam zaskoczona.
- Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. W chwili, gdy zobaczyłem cię w szkole, wiedziałem, że jesteś tą jedyną – dodał.
- Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś? – zapytałam, poprawiając mu kołnierzyk koszuli.
- Bałem się, że w ten sposób się wygłupię i zniszczę naszą przyjaźń – wyjaśnił.
- Jesteś dla mnie bardzo ważną osobą i nie chcę cię stracić – powiedziałam ze łzami w oczach.
    Podniósł rękę i łagodnie wytarł lecące po mojej twarzy łzy.
- Zostań ze mną na zawsze – powiedział, łapiąc mnie za podbródek.
- Dobrze – zgodziłam się cichutko.
- Obiecujesz?
    Myślałam przez jakiś czas. Zauważyłam, że posmutniał w chwili, gdy zastanawiałam się co zrobić. Zrozumiałam, że to z nim chcę być i tylko jego kocham.
- Obiecuję. Kocham cię – objęłam go czule.
    Resztę dnia spędziliśmy rozmawiając w pokoju i oglądając nasze wspólne fotografie z czasów, gdy chodziliśmy do gimnazjum.
    Dwa tygodnie później przygotowując z Seungjunem śniadanie, zrobiło mi się słabo. Usiadłam na krześle. Zaczęłam trzymać się za brzuch, który z niewiadomych powodów zaczął mnie boleć. Wystraszony chłopak, nie wiedząc co ma zrobić, przyniósł mi szklankę wody. Wypiłam się kilka łyków. Po chwili zrobiło mi się niedobrze. Szybkim krokiem poszłam do toalety. Wyjęłam z szuflady test ciążowy.
- Co się dzieję? – zapytał z przerażeniem Azjata.
- Daj mi chwilę – odpowiedziałam.
Z niecierpliwością czekałam na wynik. Czas dłużył się nieubłaganie. Okazało się, że jest pozytywny.
- To niemożliwe – powiedziałam sama do siebie.
    Po dziesięciu minutach wyszłam z łazienki. Zdenerwowany chłopak podbiegł do mnie. Nie wiedziałam jak zareaguje na wiadomość, że zostanie ojcem. Przez dłuższą chwilę nie odzywałam się do niego.
- Co się stało? – zapytał.
    Spojrzałam na niego niepewnym wzrokiem. Pokazałam mu test, na którym były dwie kreski. Obserwowałam jego reakcję. Wziął go do ręki. Przez moment nic nie mówił. Uśmiechnął się szeroko. Nagle poczułam, że znajduję się w jego ramionach. Objął mnie mocno i pocałował w usta. Bardzo się cieszył. Zdziwiło mnie jego zachowanie, gdyż myślałam, że będzie na mnie zły albo ucieknie, jak to robią chłopcy, gdy dowiadują się podobnej rzeczy. Ze szczęścia zaczęłam płakać, jak małe dziecko.
- Będę tatą! – krzyknął uradowany, podnosząc mnie do góry.
- A jeśli nie damy rady? – zapytałam drżącym głosem.
- Uda się nam. Będę cię wspierał. Kocham cię – oznajmił, łapiąc mnie za brzuch.
    Pięć miesięcy później wszystko się ułożyło. Wzięliśmy ślub, co umocniło nasz związek. Zamieszkaliśmy razem i zaczęliśmy dekorować pokój dla naszego nienarodzonego dziecka. Okazało się, że na świat miała przyjść dziewczynka.
    Pewnej grudniowej nocy Seungjun miał wypadek samochodowy. Zderzył się z ciężarówką. W ciężkim stanie trafił do szpitala. Gdy się o tym dowiedziałam, szybko pojechałam do kliniki. Na miejscu spotkałam rodziców chłopaka.
- W jakim jest stanie? – zapytałam ze łzami w oczach jego matkę.
- Ciężkim, ale stabilnym – odpowiedziała pani Park.
    Na korytarzu zobaczyłam lekarza, który wychodził z sali, na której znajdował się mój ukochany.
- Mogę się z nim zobaczyć? – spytałam błagalnym głosem.
- Musi pani poczekać – oznajmił doktor.
    Po godzinie ordynator pozwolił mi go zobaczyć. Poszłam do pokoju. Ujrzałam, że Seungjun leżał na łóżku. Miał zamknięte oczy, prawdopodobnie spał.  Był cały blady i poturbowany. Podeszłam do niego. Usiadłam na krześle. Przez chwilę na niego patrzyłam. Bałam się, że coś mu się stanie i stracę go na zawsze.
- Jestem tu, kochanie. Wszystko będzie dobrze. Zawsze będę przy tobie. Obiecałam ci to – powiedziałam, łapiąc go za rękę.
    Zobaczyłam, że spogląda na mnie. Uśmiechnął się lekko. Było mi przykro, bo widziałam, że strasznie cierpi.
- Jak się czujesz? Co z małą? – zapytał cicho.
- W porządku. Dzisiaj kolejny raz kopnęła – oznajmiłam, uśmiechając się smutno.
- Już nie mogę się doczekać, kiedy stąd wyjdę – szepnął.
- Czekamy na ciebie – odparłam.
- Kocham was…
- My ciebie też – odpowiedziałam.
    Po chwili zauważyłam, że zamknął oczy. Usłyszałam znajomy dźwięk. Kardiogram pokazał, że jego tętno spada, a serce przestaje bić. Wystraszona zawołałam lekarza. Wyprosił mnie z sali.
- Nie zostawiaj nas! Nie rób nam tego! – krzyknęłam zrozpaczona.
    Czekałam z jego rodzicami w holu. Byłam bardzo zdenerwowana, co mogło źle wpłynąć na dziecko. Państwo Park próbowali mnie uspokoić, ale świadomość, że miłość mojego życia może tego nie przeżyć, doprowadzała mnie do płaczu.
   Po dwudziestu minutach medyk wyszedł z pomieszczenia i oznajmił, że parametry Koreańczyka są  w normie. Defibrylatorem przywrócił akcję jego serca. Byłam szczęśliwa, że nic mu nie jest. Odwiedziłam go i zostałam przy nim przez całą noc.
    Następnego dnia obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez okno. Spojrzałam na ukochanego. Jeszcze spał. Zgarnęłam delikatnie włosy z jego czoła.
- Mówiłam, że zawsze będę przy tobie – przypomniałam, śmiejąc się cicho.
- Dziękuję ci za to – odpowiedział, mając nadal zamknięte oczy.
    Słysząc te słowa, pocałowałam go namiętnie. W myślach dziękowałam Bogu, że przeżył.
    Po dwutygodniowym pobycie, Seungjun został wypisany ze szpitala. Dojechaliśmy szczęśliwie do domu. Po powrocie, pozostało nam jedynie czekać na przyjście na świat naszego dziecka.
    Dwa miesiące później, w tej samej klinice, gdzie leczył się mój mąż, urodziła się nasza córeczka, Taeyeon. Była zdrowa i silna. Po miesiącu przeprowadziliśmy się  do Seulu, w Korei Południowej. Sytuacja, która miała miejsce kilka miesięcy wcześniej, umocniła nas, jako rodzinę. Gdyby nie ta wczesna wizyta w moim domu, nie dowiedziałabym się, że miłość mojego życia miałam na wyciągnięcie ręki.

Hej ☺


Witam. Mam na imię Zuzia. Stworzyłam tego bloga, by podzielić sie z wami moją pasją do pisania opowiadań. Chciałabym w ten sposób udowodnić sobie, że mam talent do tworzenia opowieści. Strona ta będzie poświęcana głownie koreańskiemu popowi. Z k-popem mam styczność od ponad 4 lat. Jest to mój pierwszy blog, więc trochę boję się waszej opinii. Mam nadzieję, że przyjmiecie moje opowiadania pozytywnie. Dziękuję ❤