Cześć ❣ Wracam z kolejną częścią opowiadania! Bardzo krótką, ale konkretną 😎 Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam weny 😭
Wpatrzeni w siebie, siedzieliśmy tak przez kilka minut. Czas zatrzymał się na chwilę. To było niezwykłe uczucie. Zauważyłam, że chłopak patrzy na moje malinowe usta. Spojrzałam w bok, na stertę złocistych liści. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Wstałam z ławeczki i ruszyłam w stronę ogromnego dębu. Chciałam od niego uciec, jak najdalej. Poczułam przeszywający ból. Koreańczyk z całej siły złapał mnie za nadgarstek.
- Zostaw mnie - powiedziałam, próbując wydostać dłoń z nieprzyjemnego uścisku.
- A co jeśli tego nie zrobię? - zapytał, przyciągając mnie do siebie.
- Zacznę krzyczeć - oznajmiłam, kładąc głowę na jego męskim ramieniu.
Azjata po głębszym zastanawieniu, puścił mój nadgarstek. Spojrzałam na rękę z niedowierzaniem. Była cała czerwona i spuchnięta. Zerknęłam na chłopaka, śmiejącego się pod nosem. Podbiegłam do najbliższego drzewa. Oparłam się o nie plecami, zamykając oczy. Próbowałam opanować oddech. Chciałam zapomnieć o tym, co się przed chwila stało. Zastanawiałam się, dlaczego to zrobił.
Otworzyłam szeroko oczka. Odwróciłam się, by sprawdzić, czy nadal siedzi na ławce. Niestety siedzenie było puste. Czyżby sobie poszedł? Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, po tym co się wydarzyło. Byłam na niego wściekła, za to, jak mnie potraktował.
Usłyszałam ciche stukanie w pień drzewa. Trochę się przestraszyłam. Odkręciłam się w drugą stronę, by sprawdzić, skąd dochodzi dźwięk. Moim oczom ukazała się ta sama postać, ubrana w czarny płaszcz. Chłopak przyparł mnie do pnia. Pochylił się, uniemożliwiając mi wydostanie się.
- Teraz mi nie uciekniesz - powiedział cicho, podgryząc kawałek mojego ucha.
- O co ci chodzi? - spytałam, ze łzami w oczach.
Koreańczyk nie odpowiedział na to pytanie. Złapał mnie delikatnie za podbródek i pocałował w czoło. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam wypieki na całej twarzy. Pierwszy raz, przydarzyła mi się taka sytuacja.
Odsunął się na pewną odległość. Udarzyłam go z całej siły w twarz. Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Pobiegłam w stronę ławki, na której wszystko się zaczęło. Usiadłam na niej, chowając zapłakaną twarz w dłonie. Było mi wstyd, że go uderzyłam. W sumie to nie zrobił nic złego.
Poczułam na swoim ramieniu jego dłoń. Spojrzałam na niego. Trzymał się za policzek, który był różowy od ciosu. Przysiadł się, łapiąc mnie za dłoń. Przez chwilę jego oczy były zwrócone w stronę małej sroki, siedzącej na czubku drzewa.
- Przepraszam - oznajmił poważnym głosem, patrząc w moim kierunku.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam, spoglądając mu głeboko w oczy.
- Tak bardzo mi ją przypominasz - odpowiedział, łapiąc mnie po raz kolejny za policzek.
Zauważyłam, że po jego policzkach spływają słone łzy. Wyciągnął z kieszeni spodni pogniecioną kartkę papieru. Podał mi ją do ręki. Przeczytałam kilka pierwszych zdań, po czym oddałam mu karteczkę. Nie chciałam tego czytać. Bałam się, co tam będzie. To była jego prywatna sprawa, w która nie chciałam się mieszać. Zastanawiało mnie to, co ja miałam z tym wspólnego.
- To list od Yeri, mojej dziewczyny. Znaczy, zmarłej dziewczyny - powiedział smutno, chowając liścik do kieszeni.
- Jak zginęła? - zapytałam, wstając z siedzenia.
- Popełniła samobójstwo - oznajmił, wlepiając wzrok w ziemie.
- Dlaczego to zrobiła? - dopytawałam, podchodząc do niego.
- Została zgwałcona przez swojego ojczyma. Okazało się, że jest w ciąży. Nie chciała tego dziecka. Czuła się brudna po tym wszystkim, co się stało. Znalazłem ją w łazience, z podciętymi żyłami. Niestety, nie dało się jej uratować - odpowiedział ze łzami w oczach.
Przytuliłam go z całej siły. Było mi go naprawdę szkoda. Wiem, jak to jest stracić kogoś bliskiego. Złapałam go za rękę. Może to wyda się dziwne, ale chciałam mu jakoś pomóc, mimo, iż nie wiedziałam jak. Przez tą chwilę, stał mi się bliższy, niż ktokolwiek inny.
